Futbol, ten dzisiejszy i ten wczorajszy, ten polski i ten światowy. - by Krystian Nowak

Wpisy z tagiem: Jagiellonia-Białystok

piątek, 06 sierpnia 2010

Jestem zmuszony oznajmić ze smutkiem, że w dniu wczorajszym, tj. 05.08.2010, po długiej i przewlekłej chorobie zmarła Ś.p. Polska Piłka. Pogrzeb odbył się na Cmentarzu Narodowym w Baku.

Może to nienajwłaściwszy sposób na oznajmienie o tym co się wczoraj stało, ale dobitnie oddający rzeczywisty obraz tego wydarzenia. Z ,,Polską Piłką", jak wszyscy doskonale wiedzą od dawna nie było najlepiej. Przewidywano, że mimo coraz większych pieniędzy jakimi obracają polskie kluby, może w niedalekiej przyszłości dojść do katastrofy absolutnej. I chyba doszło, bo trudno sobie wyobrazić coś jeszcze straszniejszego niż to, co wydawało się nam koszmarem nierealnym, a co okazało się przykrą rzeczywistością. Michał Probierz, który był w gronie polskich trenerów, którzy wyjechali do RPA by w czasie mundialu podglądać nowinki taktyczne i treningowe, stosowane przez najlepszych na globie, po powrocie powiedział, że z polskim futbolem jest źle i będzie jeszcze gorzej, ponieważ nie potrafimy szkolić młodzieży lub robimy to mało efektywnie,a wkrótce będziemy w stanie rywalizować tylko z Azerami, Ormianami i Luksemburczykami. W tej chwili jego słowa brzmią proroczo. Nie powiedział tylko, że ,,wkrótce", oznacza za miesiąc. Lech i Ruch z Azerami i Maltańczykami wygrali ledwo, ledwo, a przy tym niezwykle szczęśliwie. Wisła z Litwinami problemów nie miała, ale trzeci zespół Azerbejdzanu ograł ją, możnaby rzec po profesorsku (bo jak nazwać zakończenie meczu w 7 minut po wcześniejszej skomasowanej defensywie?). O batalii Lecha ze Spartą nie będę nawet mówił, bo tam była widoczna różnica pikarskiej cywilizacji między jedną, a drugą drużyną. Dlaczego tak było? Odpowiedź na to pytanie próbowałem znaleźć w poprzedniej mojej notce. Jagiellonii, której występu nie można (w przeciwieństwie do pozostałych polskich ekip) skwitować słowami typu: wstyd czy kompromitacja, najzwyczajniej zabrakło szczęścia. Wspomnianych wcześniej braków w wyszkoleniu nie naprawi się u dwudziestoparolatków, a telentem, tudzież wyszkoleniem technicznym, odbiegają chyba od wszytskich nacji. Jednakże skoro wszyscy są dorosłymi facetami, to chyba można oczekiwać od nich heroicznej walki z gryzieniem trawy przez 90 minut (Szkoci, a konkretnie Glasgow Rangers, pare lat temu właśnie tym sposobem doszli do finału Pucharu Uefa). Takie zachowanie widzielismy niestety tylko u przegrywającej już 3:0 Wisły ( i to tylko w pewnych fragmentach) i u przegrywającego Lecha ( tu z kolei połączyło się to z frustracją i poszło w zupełnie niepożądanym kierunku).

Polski futbol potrzebuje natychmiastowych i gruntownych reform. W przeddzień możliwe, że najważniejszej dla piłkarskiej Polski imprezy, Euro 2012, znajdujemy się w największym chyba kryzysie od lat powojennych. Zwłaszcza ostatni rok jest wyjatkowo fatalny. Kiedy wydawało się, że wychodzimy na prostą po awansach na kolejne imprezy, przyszły fatalne eliminacje do Mundialu w Afryce, a wszystko wskazuje na to, ze drugi sezon z rzędu nasze kluby nie wytrwają w Europejskich Pucharach do końca wakacji. Zazwyczaj w tego typu notkach, na końcu było jakieś krótkie podsumowanie. Tym razem jestem zmuszony posłuzyć się zwrotem, użytym przez jednego z fanów serwisu Zczuba.pl:

,,Po wcześniejszych meczach doszedłem do wniosku, że polska piłka sięgnęła dna absolutnego. Jednakże dziś okazało się, że poniżej dna jest coś jeszcze."

 

Pozdrowienia

piątek, 30 lipca 2010

O tym, że polskiej piłce dużo brakuje do Europy, wiemy nie od dziś. Jednakże budują się nowe stadiony, kluby jak i cała Ekstraklasa przynoszą coraz większe zyski (procentowo nawet większe niż najlepsze ligi w Europie), a nasze zespoły stać na coraz większe transfery. Niestety wyniki sportowe, tychże faktów nie potwierdzają.

Wręcz przeciwnie. Śmiem twierdzić, że z roku na rok jest coraz gorzej. Po tym co zobaczyliśmy dziś (a właściwie to już wczoraj, gdzyż wybiła przed chwilą północ) w wykonaniu kwiatu polskiej, klubowej, piłki kopanej, znów powróciły niczym bumerang spektakularne porażki i kompromitacje naszych rodzimych ekip na arenie europejskiej. Często używane przez polskie środowisko piłkarskie slogany, że ,,Nie ma już słabych przeciwników" czy, że ,,Poziom w Europie i na Świecie niesamowicie sie wyrównał" znów brzmią dla nas niezwykle gorzko i znów nabierają dla nas jeszcze bardziej dosłownego znaczenia. Trener Lecha Poznań, Jacek Zieliński powiedział po ubiegłotygodniowym horrorze z Interem Baku i Kotorowskim w roli głównej, że cytuję: ,, Nie ma już podziału na Europę A, B czy C". Wiadomo, jakoś wytłumaczyć się musiał i nie mógł tylko zwalać winy na siebie i zawodników, bo wtedy należałoby się zastanowić nad sensem jego dalszej pracy w Poznaniu. Ja jednak w tym, przeze mnie zacytowanym stwierdzeniu się z nim nie zgadzam. Moim skromnym, kibicowskim zdaniem, nadal możemy podzielić piłkarską Europę na tą A, na tą B czy C. Problem w tym, że my niestety obecnie znajdujemy się w obrębie tej ostatniej. Trochę wygląda to pewnie na biadolenie rozżalonego kibica, ale taka jest prawda. Są jeszcze co prawda rewanże, a w futbolu o czym sam niejednokrotnie na własne oczy się przekonałem, może zdarzyć się wszystko. Jednak uważam tak samo jak i pewnie większość z was, że w rywalizacji Ruch-Austria, spotkanie w Wiedniu to już czysta formalność. Jagiellonia mimo ambitnej walki w pierwszym meczu, też pewnie z gorącego terenu w Grecji z tarczą nie wróci, a Wisła kto wie? Analizując siłę, formę i wyniki polskich klubów z tymi z Azerbejdżanu, Krakowianie mogą równie dobrze wygrać 5:0, jak i przegrać w takim stylu jak u siebie. Z Lechem (o którym w tej notce nie pisałem) natomiast, bez względu na końcowy rezultat batalii ze Spartą Praga, jeszcze na płaszczyźnie europejskiej się nie pożegnamy. Tyle, że Kolejorz pokonując Spartę, a zarazem będąc rozstawionym w następnej rundzie, będzie mial szeroko otwarte wrota do Champions League. Nie oznacza to bynajmniej, że Mistrz Polski do niej wejdzie, ale będzie miał najbliżej i najłatwiej od lat. Jeżeliby jednak Prażanie okazali się dla Poznaniaków zbyt silni, to wtedy w IV rundzie el. Ligi Europejskiej czeka na nich w najlepszym wypadku Club Brugge, z którym przed rokiem, będąc silniejszą według mnie drużyną, sobie nie poradzili. Należy tu podkreślić wyrażenie: ,,w najlepszym wypadku", gdyż równie dobrze o fazę grupową LE mogą się bić na Anfield Road czy Stadio delle Alpi. Niestety przed rewanżami nie można chyba mieć  zbytnich powodów do optymizmu. W swoich pierwszych meczach Ruch był po prostu za słaby, Jagiellonia i za słaba i pechowa, Wisła nieskuteczna, a przy tym popełniająca szkone błędy w obronie, Lech natomiast  bezzębny w ataku, a zarazem, mimo ambicji, nie był w stanie nawet porządnie gryźć trawy przez całe 90 minut.

Podsumowując

Jak już wcześniej napisałem w piłce wszystko jest możliwe, ale myślę że Ruch i Jagiellonia, choć wywarły na mnie całkowicie odmienne wrażenie nie mają już szans na awans do kolejnej rundy. Jeśli chodzi o Wisłę to musi ona jedynie, a może aż, zagrać na swym normalnym poziomie. Odnośnie Lecha to sądze, że przy obecnej formie tej ekipy, awans jest mozliwy tylko wtedy, jeżeli Lechici dadzą z siebie 300%, a Poznańska publiczność pokona rywali psychicznie. Mam jednocześnie nadzieję, że następna notka na temat polskich klubów w europejskich pucharach będzie pisana przeze mnie w duzo lepszym humorze.

Pozdrowienia

czwartek, 15 lipca 2010
Jesteśmy w momencie w którym polskie kluby ruszają, bądź już ruszyły do boju w eliminacjach europejskich pucharów. Jak nauczyły nas ostatnie lata, cudów nie należy się spodziewać, ale aby polska piłka klubowa nie upadła całkowicie nie możemy sobie pozwolić na taką klęskę jak w poprzednim sezonie. Ja postaram się przeanalizować i ocenić polskie zespoły i ich szanse w Europie w nadchodzącym sezonie.
NAPISZ DO AUTORA