Wpisy z tagiem: Lech Poznań
sobota, 06 listopada 2010
Od czwartkowego wieczoru minęła już ponad doba, a ja w dalszym ciągu nie mogę ochłonąć, a przede wszystkim uwierzyć, że to co wczoraj zobaczyłem wydarzyło się na prawdę. Długo zastanawiałem się jak zatytułować tą notkę. Nie miałem żadnego pomysłu, więc zatytułowałem ją tak, jak wyżej widzicie. Myślę, że tytuł trafny, bo bez względu na to jak potoczą się dalsze losy Kolejorza w marszu po Ligę Europy, czwartkowe spotkanie przejdzie do historii i już zawsze będzie miało swoje stałe miejsce w gronie największych europejskich podbojów polskich drużyn po czasach PRL-u, ale i w ogóle.
środa, 04 sierpnia 2010
Po raz kolejny mamy przed oczyma Deja vu, które nieustannie gnębi nas od czternastu lat. Mistrz Polski znów rozbił się o zatrzaśnięte wrota piłkarskiego raju. Można się czepiać złego stanu boiska, braku kilku kontuzjowanych zawodników, ale i tak nijak to nie usprawiedliwia tego co dziś pokazał zespół z Poznania. Wielu ludzi (w tym ja) uważa, że polska liga zwana żartobliwie ,,Ekstraklasą", jest przepłacana bo piłkarze zbyt wiele zarabiają, kluby za ich transfery zbyt wiele płacą, prawa telewizyjne są conajmniej o połowe za drogie itd. Jeżeli możnaby jakiś polski klub usprawiedliwić z szastania kasą (co robią obecnie np. Wisła, Legia czy Polonia), no to chyba w pierwszej kolejności byłby to Mistrz Polski, szykujący się do walki o jeszcze większą kasę czyli Champions League. Tymczasem ów mistrz, w tym wypadku Lech Poznań, nie poczynił w zasadzie żadnych wzmocnień. Odszedł za rekordowe jak na polską ligę pieniądze Robert Lewandowski, który jak się teraz okazało, stanowił 30% siły ekipy z Bułgarskiej. Włodarze Lecha obiecywali, że w przeciwieństwie do kolegów po fachu z poprzednich lat, wzmocnią zespół przed walką w el. Ligi Mistrzów. Te zapowiedzi są mniej więcej tyle warte, co obietnice przedwyborcze naszych rodzimych polityków (czyli jak już jakąś spełnić, to w jak najbardziej minimalnym stopniu). Pan Rutkowski tyle razy obiecywał, że gdy tylko zdębędzie ,,Majstra", ułoży zespół na miarę europejską,a tu taka kaszana, żeby nie używać wulgaryzmów. Dryżynę Kolejorza wzmocnili średnio spełniony za granicą Artur Wichniarek i Joel Tschibamba, który grał pół roku w słabej Arce i to z różnym powodzeniem. Dzisiaj (dopiero!) podpisano kontrakt z Artjomem Rudnevsem, który w Europie będzie się mógł pokazać jako zawodnik Lecha najwcześniej w fazie grupowej Ligi Europejskiej, gdzie Poznaniaków najprawdopodobniej zabraknie. Lechici przez 90 minut stworzyli sobie jedna, góra dwie bardzo dobre okazje. Oczywiście zaczęli jednym napastnikiem bo więcej, co potwierdził później Tschibamba, na dobrą sprawę nie mają. W środku pola zagrali, nieopierzony Drygas, ultradefensywny Injac i nieporadny dziś Krivets. O ile pierwsza dwójka w destrukcji jako tako sobie radziła, o tyle Krivets nie był wstanie nic zrobić, ani uderzyć, ani rozegrać. Ciężar gry ofensywnej próbował brać na siebię Peszko, ale on nie do tego został przez Boga stworzony. Wilk, biegający po drugiej stronie boiska, jeśli nie dostał piłki od Peszki to nie dostał jej wogóle. Wichniarek, który motorycznie wygląda coraz lepiej, starał się ugrać coś swym doświadczeniem, lecz nie mając wsparcia ze środka boiska, w samotnych walkach z czeskimi obrońcami był skazany na porażkę. Obrona Kolejorza wyglądała chyba najlepiej ze wszystkich formacji, ale gdyby nie koncert nonszalancji Bosackiego i Wojtkowiaka, co w konsekwencji skończyło się karnym, ten mecz mógł zakończyć się inaczej. Do Kotorowskiego nie można się przyczepić absolutnie za nic. Martwią też okoliczności w jakich Lech pożegnał się z marzeniami o Lidze Mistrzów. Prowokacje Prażan i frustracja Poznaniaków, okazywane początkowo drobniejszymi lub poważniejszymi faulami, przerodzily się w regularną boiskową bijatykę w stylu ,,oko za oko". Trudno o słabe wyniki Lecha winić trenera Zielińskiego, ale Poznaniacy sprawiają wrazenie drużyny niepoukładanej, gdzie nikt nie wie co ma robić. Najbardziej kuleje środek pola, którego w zasadzie nie ma. Brak rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia, brak asekuracji po stracie piłki, wymienność pozycji polegająca tylko na tym, że Peszko biega po całej długości i szerokosci boiska, no i w końcu całkowita bezradność w ataku. Lech nie strzelił gola w pięciu spotkaniach i to z rywalami różnej klasy. Bez względu na to jak duża w tym wszystkim była wina trenera i tak pozostanie on na stanowisku, bo do startu ligi zostało raptem kilka dni. Ja mimo wszystko zgadzam się z Panem Jackiem Sarzało, który powiedział w jednym z wywiadów, że obecnie najsłabszym ogniwem polskiej piłki są piłkarze. Irytuje, a wręcz denerwuje to, że za każdym razem, Mistrz Polski, staje do walki o LM słabszy, niż kiedy zdobywał mistrzostwo. Jak zawsze pozostaje wierzyć, że za rok będzie inaczej, że pilkarze przystapią do batalii w europiejskich pucharach bardziej doświadczeni, że prezesi mądrzej będą kierować swymi klubami, a coraz większe sumy wydawane na transfery w końcu zaprocentują sokcesem sportowym. Jutro czekają nas mecze naszych druzyn w el. Ligi Europejskieji mam nadzieję, że notka analizująca i podsumowująca te występy, będzie duzo weselsza, choć o to będzie niezwykle trudno. Pozdrowienia
piątek, 30 lipca 2010
O tym, że polskiej piłce dużo brakuje do Europy, wiemy nie od dziś. Jednakże budują się nowe stadiony, kluby jak i cała Ekstraklasa przynoszą coraz większe zyski (procentowo nawet większe niż najlepsze ligi w Europie), a nasze zespoły stać na coraz większe transfery. Niestety wyniki sportowe, tychże faktów nie potwierdzają. Wręcz przeciwnie. Śmiem twierdzić, że z roku na rok jest coraz gorzej. Po tym co zobaczyliśmy dziś (a właściwie to już wczoraj, gdzyż wybiła przed chwilą północ) w wykonaniu kwiatu polskiej, klubowej, piłki kopanej, znów powróciły niczym bumerang spektakularne porażki i kompromitacje naszych rodzimych ekip na arenie europejskiej. Często używane przez polskie środowisko piłkarskie slogany, że ,,Nie ma już słabych przeciwników" czy, że ,,Poziom w Europie i na Świecie niesamowicie sie wyrównał" znów brzmią dla nas niezwykle gorzko i znów nabierają dla nas jeszcze bardziej dosłownego znaczenia. Trener Lecha Poznań, Jacek Zieliński powiedział po ubiegłotygodniowym horrorze z Interem Baku i Kotorowskim w roli głównej, że cytuję: ,, Nie ma już podziału na Europę A, B czy C". Wiadomo, jakoś wytłumaczyć się musiał i nie mógł tylko zwalać winy na siebie i zawodników, bo wtedy należałoby się zastanowić nad sensem jego dalszej pracy w Poznaniu. Ja jednak w tym, przeze mnie zacytowanym stwierdzeniu się z nim nie zgadzam. Moim skromnym, kibicowskim zdaniem, nadal możemy podzielić piłkarską Europę na tą A, na tą B czy C. Problem w tym, że my niestety obecnie znajdujemy się w obrębie tej ostatniej. Trochę wygląda to pewnie na biadolenie rozżalonego kibica, ale taka jest prawda. Są jeszcze co prawda rewanże, a w futbolu o czym sam niejednokrotnie na własne oczy się przekonałem, może zdarzyć się wszystko. Jednak uważam tak samo jak i pewnie większość z was, że w rywalizacji Ruch-Austria, spotkanie w Wiedniu to już czysta formalność. Jagiellonia mimo ambitnej walki w pierwszym meczu, też pewnie z gorącego terenu w Grecji z tarczą nie wróci, a Wisła kto wie? Analizując siłę, formę i wyniki polskich klubów z tymi z Azerbejdżanu, Krakowianie mogą równie dobrze wygrać 5:0, jak i przegrać w takim stylu jak u siebie. Z Lechem (o którym w tej notce nie pisałem) natomiast, bez względu na końcowy rezultat batalii ze Spartą Praga, jeszcze na płaszczyźnie europejskiej się nie pożegnamy. Tyle, że Kolejorz pokonując Spartę, a zarazem będąc rozstawionym w następnej rundzie, będzie mial szeroko otwarte wrota do Champions League. Nie oznacza to bynajmniej, że Mistrz Polski do niej wejdzie, ale będzie miał najbliżej i najłatwiej od lat. Jeżeliby jednak Prażanie okazali się dla Poznaniaków zbyt silni, to wtedy w IV rundzie el. Ligi Europejskiej czeka na nich w najlepszym wypadku Club Brugge, z którym przed rokiem, będąc silniejszą według mnie drużyną, sobie nie poradzili. Należy tu podkreślić wyrażenie: ,,w najlepszym wypadku", gdyż równie dobrze o fazę grupową LE mogą się bić na Anfield Road czy Stadio delle Alpi. Niestety przed rewanżami nie można chyba mieć zbytnich powodów do optymizmu. W swoich pierwszych meczach Ruch był po prostu za słaby, Jagiellonia i za słaba i pechowa, Wisła nieskuteczna, a przy tym popełniająca szkone błędy w obronie, Lech natomiast bezzębny w ataku, a zarazem, mimo ambicji, nie był w stanie nawet porządnie gryźć trawy przez całe 90 minut. Podsumowując Jak już wcześniej napisałem w piłce wszystko jest możliwe, ale myślę że Ruch i Jagiellonia, choć wywarły na mnie całkowicie odmienne wrażenie nie mają już szans na awans do kolejnej rundy. Jeśli chodzi o Wisłę to musi ona jedynie, a może aż, zagrać na swym normalnym poziomie. Odnośnie Lecha to sądze, że przy obecnej formie tej ekipy, awans jest mozliwy tylko wtedy, jeżeli Lechici dadzą z siebie 300%, a Poznańska publiczność pokona rywali psychicznie. Mam jednocześnie nadzieję, że następna notka na temat polskich klubów w europejskich pucharach będzie pisana przeze mnie w duzo lepszym humorze. Pozdrowienia
piątek, 23 lipca 2010
Za nami mecze drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów . Pozwoliłem sobie przeanalizować poczynania Mistrza Polski występujacego na tym etapie tych że rozgrywek, które wprawiły kibiców w naszym kraju w jakże skrajne emocje. Po skromnym zwycięstwie w spotkaniu w Baku, które było moim zdaniem nijakie (nie mogę znaleźć lepszego określenia na to co wtedy zobaczyłem) w Poznaniu miał być spacerek i ładne zwycięstwo pod publiczkę. Niestety Lechici zafundowali nam horror. Dobrze chociaż że był to horror z happy end'em. Osobiście przyznam, że oglądając to spotkanie długimi momentami zastanawiałem się czy z tego co widzę mam się śmiać czy płakać. Mistrz Polski po wyjazdowym zwycięstwie, o wyeliminowanie Mistrza Azerbejdżanu musiał walczyc aż w rzutach karnych, które jak powszechnie wiadomo nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością. Gdyby nie dobry Krzysiu Kotorowski byłaby tragedia porównywalna tylko z ubiegłorocznymi, estońskimi wojażami Wisły. A przecież jeszcze tak niedawno mówiło się, że to zawodnik niegodny Lecha i zarazem najsłabszy jego punkt. Kibice Kolejorza musieli przeżywać to co się działo w środowy wieczór, gdyż włodarze ich ukochanego klubu postanowili zgodnie ze starą polską tradycją, na letnich transferach przede wszystkim nie uszczuplić zbytnio budżetu, a dopiero w dalszej kolejności myśleć jak tu wzmocnić skład. W poprzednich latach takie zachowania możnabyło jeszcze zrozumieć bo topienie wielkiej kasy we wzmocnienia na el. Ligi Mistrzów nioslo ze sobą duże ryzyko. Mimo kosztownych transferów istniało zagrożenie zderzenia się z gigantem z Anglii, Hiszpanii czy Włoch. Ale reforma Platiniego, która obowiązywała już w zeszłym sezonie takie ryzyko eliminuje. Tegoroczny nasz krajowy majster ściąga natomiast chimerycznego Tschibambę, który po problemach dyscyplinarnych w Holandii, gdzie był uważany za obiecującego zawodnika, trafił do Arki Gdynia i zagrał pare niezłych spotkań, ale i słabych występów w jego wykonaniu niebrakowało. Kupił także Jacka Kiełba, który jednak w 80% nie jest zawodnikiem na dziś, lecz dopiero w przyszłości ma godnie zastąpić Sławomira Peszkę. Kolejny ,,wielki transfer" Kolejorza to Artjom Rudnevs o którym w Europie wiadomo tyle że nieźle zagral na ubiegłorocznych ME U-21 i chyba dla wszystkich jest jedną wielką niewiadomą. Jedynym transferem na miarę klubu walczącego o LM wydaje mi się być pozyskanie Artura Wichniarka. Król Artur jeszcze przed dwoma laty potrafił strzelić ponad 10 bramek w Bundeslidze. Niestety nie wystarczyło to do utrzymania Arminii w niemieckiej elicie, ale Polak po udanym sezonie na brak ofert nie narzekał. Trafił po raz drugi do stołecznej Herthy i po raz drugi się tam calkowicie zagubił, a ponadto Stara Dama, która miała wreszcie walczyć o mistrzostwo spadła z hukiem z Bundesligi. Wichniarek jako jedyny w Lechu i jeden z nielicznych w Ekstraklasie ma wieloletnie doswiadczenie w grze na najwyższym poziomie i to było widać w dwumeczu z Interem. Problem w tym, że władca Bielefeldu ma wciąż spore braki kondycyjnem, a mecz ze Spartą już w środę. Wynik dwumeczu z Prażanami będzie pewnie zależał od szczęścia, formy bramkarza, nosa Wichniarka i potencjału jego zmienników, który mnie jest niemal całkowicie nieznany. Gdyby został Lewandowski problemu by nie było, ale jego odejście było nieuniknione i Lech powinien się duzo lepiej na nie przygotować. Podsumowując Polska Ekstraklasa, jak wielu uważa, leży na dnie, ale budują się nowe stadiony, rośnie infrastruktura lecz aby się od tego dna odbić, potrzeba jeszcze wyniku sportowego. Regularne występy kolejnych Mistrzów Polski w Champions League dałyby takie przychody, że już nigdy nie musielibysmy się obawiać Estończyków czy Azerów. Jednakże z pustego nawet Salomon nie naleje i jeżeli Polscy prezesi nie zmienią swego podejścia do polityki, przede wszystkim transferowej to będzie tak jak jest, albo i gorzej. Potrzeba tylko zdecydowania i konsekwencji a wtedy nie będziemy na 26. miejcu w rankingu UEFA, ale na 15 albo i wyżej. Może ten proces odbijania się od dna zacznie sie już w tym roku? Kto wie, póki co Lech mimo turbulencji w locie, wciąż jest w walce o Europejska elitę i przy odrobinie szczęscia może się udać. Oby.
Pozdrowienia
Tagi:
Lech Poznań
Liga Mistrzów
23:03, cfc_pride_of_london ,
Na naszym podwórku
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 lipca 2010
Jesteśmy w momencie w którym polskie kluby ruszają, bądź już ruszyły do boju w eliminacjach europejskich pucharów. Jak nauczyły nas ostatnie lata, cudów nie należy się spodziewać, ale aby polska piłka klubowa nie upadła całkowicie nie możemy sobie pozwolić na taką klęskę jak w poprzednim sezonie. Ja postaram się przeanalizować i ocenić polskie zespoły i ich szanse w Europie w nadchodzącym sezonie.
|
Zakładki:
Polecane blogi
Wpadnijcie również na:
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||